Jest deszczowo, paskudnie, przeziębienie czai się na każdym kroku. Potrzebuję czegoś, co mnie pobudzi i pozwoli spojrzeć na świat z weselszej perspektywy. Może kawa?

Wychodzę wcześniej z pracy i szukam odpowiedniego lokalu. Koniecznie okolice Rynku, bo nie zamierzam wędrować daleko w strugach deszczu. Musi być miło i przytulnie, aby odczarować jesienny smutek. Nie mam ochoty na sieciówkę – klimat wybranego przeze mnie miejsca powinien być osobisty, a nie wykreowany przez sztab brand managerów i specjalistów od visual mercharsing (nie przejmujcie się, ja też do niedawna nie znałam znaczenia tych dziwnych nazw). Nie chcę też ekskluzywnej kawiarni z bezszelestnymi kelnerami. A może wstąpię do baru kawowego Rio?

img_4500

Przechodzę ulicę św. Tomasza, skręcam obok Kina Ars i… zamieram. Przypominam sobie historię lokalu, do którego się wybieram. Od 1959 r. kultowe miejsce spotkań krakowskiej inteligencji i świata artystycznego. Słynące z niezmiennego od momentu założenia wystroju: wysokiej lady ciągnącej się niemal przez całą salą (niezbyt zresztą dużą) i niewygodnych stołków, w związku z czym większość gości cały czas stała. Dla wielu nawet kawałek blatu dla położenia filiżanki się nie znalazł, bo przewalały się tu tłumy nieprzebrane, a dyskusjom nie było końca. O tej niepozornej kawiarni śpiewali Andrzej Zaucha i Andrzej Sikorowski. I co ja mam tu robić, ja, człowiek maluczki, dziewczątko głupiutkie, w tym gnieździe intelektualno-kulturalnym?

img_4511

Ryzykuję jednak i wchodzę. W środku tłumów nie ma (pewnie pora nieodpowiednia – normalni ludzie teraz jedzą obiad, a nie włóczą się po kawiarniach), jeden stolik przy oknie zajęty jest przez trzy starsze panie, na niskim stołeczku ktoś czyta codzienną gazetę, a przy blacie, na jednym końcu pan, a na drugim – pani. Przy każdej z tych osób – filiżanka kawy.

img_4508

Zajmuję malutki stoliczku w samym kącie sali, siadam na niewysokim krzesełku. Chcę jednocześnie chłonąć atmosferę tego miejsca i nie rzucać się zbytnio w oczy – stopić się z otoczeniem i kontemplować chwilę. Podchodzę do baru – drewnianego, bez zbędnych ozdóbek – i przez chwilę studiuję krótkie menu znajdujące się na ścianie.

img_4504Miła pani kelnerka, zapewne pracująca tu od wielu lat, proponuje mi kawę ze śmietanką. Czekając na zamówienie, rozglądam się (obok siebie wiszą dwa zdjęcia, przedstawiające bywalców kawiarni trzydzieści lat temu i współcześnie) i po chwili otrzymuję upragniony napój. Powiewem nowoczesności jest nowa forma płatności, z użyciem aplikacji KofiUp. „Tam są łyżeczki, a w tej misce ma Pani cukier”, słyszę i wyciągam łyżeczkę z plastikowego pojemnika. Biorę również gazetkę.

img_4506

Kawa nie jest podana profesjonalnie (śmietanka nakładana jest łyżką przez panią kelnerkę, a później posypana wiórkami czekolady – nie ma wymyślnych obrazków i rzeźb), za to po prostu ładnie i elegancko. Taką prostotę rzadko się obecnie spotyka. Moje łakomstwo bierze nade mną górę i wyjadam śmietankę – jest puszysta, a wiórki czekolady nadają jej słodycz. Już mi lepiej, a deszcz jakby mniej zacina.

14813367_1197798906962288_1056934260_o

Przeglądam czasopismo, które zabrałam ze sobą – to autorski magazyn „KawRIOlet”, dostępny tylko na terenie baru i tutaj drukowany. A w środku eseje Leopolda René Nowaka, ryciny, fraszki i żarciki. Czasami można spotkać różne czytadła kawiarniane, jednak nigdy nie widziałam, aby miały one tak indywidualny, osobisty charakter jak tutaj.

14787553_1197799086962270_981447983_o

Spoglądam teraz na ściany – w końcu „Rio” to nie tylko kawiarnia, ale również niewielka galerii sztuki. Teraz prezentowane są obrazy w ramach wystawy „Haiti: królestwo malarstwa naiwnego”. Dookoła mnie feeria barw i kształtów. Mogę podziwiać je w pełni, skupić tylko na nich dzięki dyskretnemu wystrojowi wnętrza. Ściany są białe, meble proste, ciemne, pamiętające czasy, kiedy bywający tu obecnie profesorowie byli jeszcze studentami. Po obu stronach sali rozciąga się słynny blat, a obok niego zamontowane są wyjątkowo niewygodne stołki. Dla tych, którzy cenią sobie komfort siedzenia lub nie mogą żwawo wskakiwać na wysokie krzesełka, ustawiono w kącikach kilka niskich stoliczków z pufami.

img_4513 img_4512

Czuję, że mimo skromnej dekoracji jest to miejsce przepełnione trudną do określenia „treścią” – tutaj ważni są ludzie, rozmowy i aromat kawy, a nie wystrój i ozdoby. Ważni są znajomi, których można przypadkiem spotkać – inne osoby przebywające w tym samym czasie w lokalu wymieniają pozdrowienia i dzielą się nowinkami, nawet pani kelnerka zna wszystkich po imieniu, pyta o bieżące sprawy. Tematy dyskusji nie są tajemnicą, dlatego nikt nie szepce, a ja razem ze wszystkimi mogę śmiać się z zabawnego dialogu:

– Ostatnio przyszło mi skierowanie na badania, krew, cukier, cholesterol… Nie wiem, po co mi to, w moim wieku?
– Kochana, im chodzi tylko o to, aby obliczyć, kiedy się Kraków w końcu wyludni.

Teraz sięgam po kawę, która jest przecież powodem mojej wizyty w tym miejscu. Niby z ekspresu profesjonalnego, ale mocy nie ma pożądanej, wydaje mi się taka „domowa”. Gdybym oczekiwała porannego pobudzenia, pewnie zdenerwowałabym się. Teraz pragnę jednak odpoczynku i wyciszenia po całym dniu w pracy, chcę pooglądać ludzi, może podsłuchać nieco, o czym mówią – ta kawiarnia jest do tego stworzona! Na pewno jeszcze tutaj wrócę, aby podsłuchać ciekawych rozmów i popatrzeć przez witrynę na ulicę św. Jana. Najlepiej skąpaną w deszczu, bo wtedy każda kawa ma cudowną moc rozwiewania smutków.

img_4518


ADRES:
ul. Św. Jana 2, Kraków

KONTAKT:
tel. 505 089 453

GODZINY OTWARCIA:
pon. – niedz. od 08:00 do 20:00


Zwiedzaj z nami kawiarnie i pij kawę taniej dzięki aplikacji KofiUp
iOS – http://bit.ly/KofiUpiOS Android – http://bit.ly/KofiUpAndroid


Antropolożka kuchni, dziennikarka, muzeolożka. Przeciwniczka chemii w kuchni i złych manier w jadalni. Na talerzu uwielbia prostotę i naturalność. Choć jedzenie to jej największa pasja i sposób na życie, interesuje się również literaturą i… wojskowością.