Moja niechęć do listopada to rzecz powszechnie znana, również uważnym Czytelnikom niniejszego bloga. Niechęć ta jest o tyle znaczna, że na ostatniej kartkówce z języka hiszpańskiego zapomniałam o napisaniu słówka „noviembre”, także zaraz po październiku nastąpił grudzień. Osobiście uważam, że tak powinien być skonstruowany świat i gdybym posiadła kiedyś najwyższe moce, złote liście byłyby od razu przyprószane bielutkim śniegiem, bez potrzeby marznięcia w strugach lodowatego deszczu na szarym tle listopadowych dni, poranków i wieczorów (nie oszukujmy się, wszystkie wyglądają tak samo).

Ponieważ niełaskawa Matka Natura nie obdarzyła ludzi umiejętnością zapadania w hibernację (próbowałam wielokrotnie przespać cały listopad, jednak zawsze głód gnał mnie przez całe mieszkanie do lodówki, a gdy ta okazywała się pusta – do najbliższego sklepu), musiałam wypracować mechanizm obronny. Podstawą każdej obrony jest odpowiednia twierdza (w tej roli łóżko zaopatrzone w mięciutkie kocyki, podusie i armię pluszowych misiów – jaka księżniczka, tacy rycerze) i zaopatrzenie. Tym zaopatrzeniem najczęściej są książki, słodycze i kawa – też tak macie?img_4297

Niekiedy zdarza się, że życiowa konieczność zmusza mnie do opuszczenia ukochanej bazy. Gdy mój smutek tym wywołany osiągnie najwyższy pułap, lubię poszukać miejsca, w którym przez chwilę mogę poczuć się ciepło i bezpiecznie. Dlatego często zaglądam do księgarnio-kawiarni „Bona” przy najpiękniejszej w Krakowie ul. Kanoniczej. Zdradzę Wam pewien sekret, który przyda się zwłaszcza miłośnikom literatury: weźcie tutaj swojego potencjalnego partnera (lub partnerkę) na pierwszą randkę. Jeżeli, podobnie jak Wy, utknie na dłużej między regałami z książkami, to znaczy, że związek rokuje i można zaryzykować następny krok, czyli postawić kawę i ciastko w przytulnej części kawiarnianej. Jeżeli z wyrzutem powie, że chce już wyjść, bo nudno, to należy jak najszybciej wymiksować się z tego układu, co pozwoli na zaoszczędzenie nerwów i czasu. Wielokrotnie sprawdziłam i polecam.
img_4277 img_4267

Wracając do odwiedzanego przez nas dzisiaj miejsca, lubię „Bonę” z kilku powodów. Pierwszym z nich jest niesamowity wybór książek, zarówno popularnych, jak i niszowych wydawnictw. Obcojęzycznych pozycji też całkiem sporo, więc bez problemu znajdziecie prezent dla kolegi (lub koleżanki) z wymiany studenckiej. Niech zachowa dobre wspomnienia w pamięci – lub w sercu, zależy od stopnia zażyłości.img_4265img_4281-2

Drugi powód moich częstych tu odwiedzin to unikatowa, elegancka papeteria. Jestem lekko staroświecka i wyżej niż elektronikę cenię papier. Kiedy mój Ukochany studiował w Lublinie, aby nieco zmniejszyć tęsknotę wysyłałam Mu czułe pocztówki z krakowskimi widokami. Wybierałam je zazwyczaj w „Bonie”, ponieważ były inne niż dostępne w większości kiosków i punktów informacji turystycznej – estetyczne, dopracowane, po prostu tchnęły elegancją, a nie kiczem. Dobra opcja dla tych, których nie stać na pełnowymiarowy obraz Rynku lub Wawelu. Dostępne tu notatniki, papier listowy i kartki okolicznościowe zawsze spełniały moje (wygórowane, nie oszukujmy się) oczekiwania.img_4294 img_4291 Trzeci powód jest oczywiście kulinarny. Pod tym względem jestem jak kot, wracam w te miejsca, gdzie mnie dobrze karmią. Najbardziej lubię tartę szpinakową z dodatkiem papryki (plus za puszyste ciasto, na których nie łamię sobie zębów i nie zaginam widelców) wraz z gorzką kawą, a na słodko ciasto bananowe i gorącą czekoladę (naprawdę znakomita!). Zresztą to nie wszystko, bo wybierać można spośród pierożków, tostów, panini, kanapek, sałatek i rozmaitych deserów. A ponieważ kawę mają naprawdę dobrą, warto zdecydować się na użycie aplikacji KofiUp, aby nieco zaoszczędzić. Sami wiecie, grosz do grosza, i tak dalej, i można sobie kupić ciasteczko gryczane lub owsiane (takie podobno nie tuczy, więc można jeść do woli, tylko potem kurczą się spodnie – na nowe,większe również można tą metodą zaoszczędzić).img_4272img_4290

img_2462 img_2458Czwartą przyczyną moich powrotów jest przemiła obsługa, pomocna i wyrozumiała – ostatnio sympatyczny Pan Kelner uczył grupę Brytyjczyków wymawiania polskiego „ć”, co wywołało uśmiech wśród wszystkich klientów, niezależnie od narodowości i znajomości języków obcych. Lubię również wystrój – otwartą przestrzeń, porządek i troskę o detale (zwróćcie uwagę na lampy nad barem!). Ze względu na to, że często pracuję podczas wizyt w kawiarniach, doceniam dobre oświetlenie, pozwalające czytać, i jednocześnie dyskretne, aby nie czuć się jak na przesłuchaniu. Muzyka nie jest bardzo głośna, za to przyjemna, spokojna, „otulająca”.

Rzadko zdarza się, aby jedno miejsce tak dobrze nadawało się i na randkę, i na kawkę z koleżankami, i na tymczasowe biuro. I jeszcze skutecznie rozganiało listopadowe smutki.

img_4276-2 img_4268-2


ADRES:
ul. Kanonicza 11, Kraków

KONTAKT:
tel. 12 430 52 22

GODZINY OTWARCIA:
pon. – niedz. od 11:00 do 19:00

 

 


Zwiedzaj z nami kawiarnie i pij kawę taniej dzięki aplikacji KofiUp
iOS – http://bit.ly/KofiUpiOS Android – http://bit.ly/KofiUpAndroid


Antropolożka kuchni, dziennikarka, muzeolożka. Przeciwniczka chemii w kuchni i złych manier w jadalni. Na talerzu uwielbia prostotę i naturalność. Choć jedzenie to jej największa pasja i sposób na życie, interesuje się również literaturą i… wojskowością.