Dali Club & Lunch Bar, jako rodowita krowodrzanka, znam odkąd dobrych parę lat temu pojawił się „na dzielni”. Pamiętam, że była to pierwsza „ładna knajpa” w tych raczej zgrzebnych i szarych rejonach. Unikatowy, surrealistyczny wystrój nie tylko rekompensuje to, co dzieje się dookoła, ale na zasadzie żartu i kontrastu szybko wpasował się w betonowy pejzaż.

photo (2)

Do tej pory przychodziłam tu pobierać nauki z laptopem przy kawie, albo by spotkać się ze znajomymi na piwie czy drinku. Przyznaję, że nigdy wcześniej tu nie jadłam. Otoczona wystrojem „na bogato”, nie miałam śmiałości by zajrzeć w cennik menu. Do dziś.

Zacznijmy od tego, że Dali miało ułatwione zadanie: byłam cholernie głodna, a sprzyjająca aura pogodowa, sprawiła, że byłam mniej marudna, choć wciąż wymagająca. Wybrałam miejsce na zewnątrz.

photo

Dali dysponuje tarasem, który nie tylko jest świetnym rozwiązaniem dla palaczy i właścicieli psów, ale także, wyposażony w grzejniki i koce świetnie sprawdza się w chłodne dni i wieczory. Nowością są tu leżaki na trawniku obok, których zapewne właściciel pozazdrościł modnym, hipsterskim knajpom przy Wiśle i na Kazimierzu.

Przekrój socjodemograficzny klientów w Dali jak zwykle szeroki. Jeszcze niedawno możliwość bezpłatnego parkowania zwabiała tu ludzi ze ścisłego centrum miasta. Dali nadaje się zarówno na spotkania biznesowe, jak i na randeczki. W sobotnie wieczory odbywają się tu również koncerty jezzowe.

photo (4)

Przed południem, najczęściej spotykają się tu ludzie z okolicznych biurowców (bliskość budynu ZUSu) i randkujące starsze pary. I ja wzięłam sobie do towarzystwa narzeczonego, bo nie od dziś wiadomo, że jedzenie w samotności sprzyja tyciu.

Zamówiłam wędzonego łososia, podawanego na ciepło z ziemniakami puree i sosem koperkowym (27,90 zł), a narzeczony spaghetti carbonara (19,20 zł). Shejtujcie mnie jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że ta cena jest ceną rozsądną. Tańszego łososia w Krakowie, dostaniecie już tylko w Ikei.

W ramach poczekadełka dostaliśmy rozmarynowe bułeczki z rodzynkami – bardzo dobre.

Czas oczekiwania 16 minut.

Obawiałam się, że dostanę mdły, szpitalny obiadek, ale ku mojemu zaskoczeniu, łosoś był doprawiony w punkt, najwyższej jakości a sos koperkowy – genialny. Carbonarra lekko spolszczona, ale także nie mogę powiedzieć o niej złego słowa: bardzo dobry boczek, choć trzeba przyznać, że dorodny mężczyzna taką porcją się nie naje.

Obie potrawy otrzymują ode mnie ocenę 5/5.

Obsługa miła i profesjonalna. Rotacja kadry zmienia się rzadko. Kelnerami są młodzi, kulturalni ludzie. Co ciekawe, w Dali panuje szoł jednego kelnera— awangardowego bruneta o nienagannych manierach. Ale nie ma co pisać, jego trzeba zobaczyć.

 

Karta dań jest przemyślana i wąska. Przewidziane są śniadania, kanapki grillowane, przekąski, dania z grilla, dania obiadowe, ryby i owoce morza, makarony i sałaty. Ceny, według mnie, pozostają odrobinę niższe od cen kazimierzowo-rynkowych. W menu znajdziecie duży wybór drinków, dobrych alkoholi, lemoniad i koktajli mlecznych – polecam jagodowy.

Ciekawą pozycją jest kawa kopi luwak, gatunek wytwarzany z z ziaren kawy pochodzący z odchodów cywety, popularniej – luwaka. Mimo, że (podobno) zwierzę zjada najlepsze owoce kawowca, nie miałam odwagi skosztować tej najdroższej (kilogram kosztuje około tysiąca euro) kawy na świecie. W Dali kopi luwak espresso i lungo dostaniecie za 32,90 zł.

ADRES

Kraków, ul. Mazowiecka 21/1 (wejście od ul. Cieszyńskiej), komunikacja miejska: z przystanku pl. Inwalidów/ Nowy Kleparz, parking – płatny (strefa)

Zobacz w mapach Google

KONTAKT

Rezerwacje +48 12 633 77 55
http://www.daliclub.pl

 

GODZINY OTWARCIA

Poniedziałek – Czwartek 9:00 – 23:00
Piątek 9:00 – 24:00
Sobota 10:00 – 24:00
Niedziela 11:00 – 23:00

Zdjęcia wykorzystane w wpisie pochodzą z profilu google+

Wirtuozka kuchni ekonomicznej, maestra dobrego jedzenia. Pasjonatka street food i tradycyjnej kuchni domowej. Nie podnieca się ani vega-modą, ani obsesją jedzenia fit i bezglutenowego. Je dla przyjemności. Wierzy, że jedzenie w samotności sprzyja tyciu, dlatego w podróże po knajpach zabiera swojego niemieckiego narzeczonego, wychowanego na curry wurście, jarmużu i szwajcarskim fondue. Lubi nowości, pod warunkiem, że ich wcześniej próbowała 🙂