Kiedy w TVP zaczynał się kolejny odcinek Klanu, a zza ścian moich sąsiadek jął się unosić Jak w „Porach roku” Vivaldiego, szczypta zachwytu, łyk cierpienia, w asyście swojego wygłodzonego narzeczonego udałam się na Kazimierz, do restauracji o wdzięcznej nazwie Kolanko No. 6.

Wizyta w Kolanku nie była moją pierwszą. Vivaldi Vivaldim, ale tak już mam, że bywam tu raz na jedną porę roku i zawsze zamawiam naleśniki. Z naleśnikami jest jak z całowaniem się, każdy jest przekonany o tym, że robi to najlepiej, ale umówmy się – nie zawsze się chce.

12345

Z resztą, Kolanko zaczynało jako mały bar od serwowania właśnie naleśników, odkąd w 2002 roku pojawił się na Józefa 17. Dziś menu jest bardziej urozmaicone, w karcie zobaczymy zarówno „oldskulowe” dania inspirowane kuchnią okresu Dwudziestolecia, jak i hiszpańskie małże i domowe desery.

Kolanko to przede wszystkim piękne miejsce, w pięknym miejscu. Funkcjonuje jako restauracja z nienapompowaną atmosferą i jako miejsce wydarzeń kulturalnych – wystawy, koncerty, darmowe pokazy filmów, organizowane przez tutejszy Klub Dyskusyjny.

Słynie także ze śniadaniowych bufetów (od 8.00 do 12.00): w cenie 18 zł, kolankowy stół ugina się od tradycyjnych ciepłych przekąsek jak frankfurterki i jajka w różnej postaci, oraz tych zdrowszych i modniejszych- granoli i muesli, trafia się też piszingier.

Mają fajny ogródek, szczególnie latem. Późną jesienią i zimą służy palaczom. Z głośników leci blues i swing, stoliki znajdują się w przeszklonym korytarzu z widokiem na ogród i w znajdującej się końcu przestrzennej sali

Zestawy obiadowe w cenie 19 zł to dobry pomysł na lunch w przerwie w pracy. Oczywiście, znajdziemy miejsca w Krakowie, w których ceny zestawów są niższe, jednak pamiętajmy, że w tym przypadku płacimy również za lokalizację.

3

Przejdźmy do oceny posiłku.
Ja konsekwentnie zamówiłam naleśniki: jeden z brokułami, śmietaną i łososiem, drugi, może nie do pary, indyjski- z kurczakiem curry (jedna porcja to dwa naleśniki, dlatego można je dowolnie dobierać). Do picia grzany cydr słowiański.

Czas czekania na kelnerkę: 8 minut

Narzeczony, wykorzystując moją chwilę nieuwagi, poprosił o „kobiece uda” – czyli kefte, bardzo aromatyczne tureckie kotleciki z dodatkiem kuminu i czubricy. Nazwa potrawy pochodzi od kształtu, w które ów kotleciki są formowane. (26 zł)

Czas oczekiwania na jedzenie: 15 minut

4

Naleśniki, jak przystało na restaurację, która zaczynała od serwowania tego dania, ok – nie można się do niczego przyczepić. Podane ładnie, przybrane w szczypiorek (inspiracja zapiekankami z Okrąglaka?), wszystko świeże, dobre i sycące. Sos czosnkowy do nich bardzo dobry.

Moim faworytem jednak pozostają dalej te z kaszką manną i musem malinowym, których próbowałam poprzednim razem.

Kefte podane bardzo estetycznie; z grillowaną papryką
na długich wykałaczkach z grillowaną papryką z sosem miętowym i z domowymi frytkami. Danie na szóstkę z plusem. Wszystko naturalne i aromatyczne, pysznie pachnące. Towarzystwo narzeczonego tym bardziej cenię, że służy mi on jako detektor tego, co nieświeże, złe i niedobre. Potwierdził, że wszystko było „fantastisch”, co nie zdarza się często.

5

Zatem co było szczyptą zachwytu:

świeże, dobre jedzenie, nienachalna obsługa, miła atmosfera lokalu

Łykiem cierpienia cydr, którego było za mało (12 zł), ale dzięki temu, w drodze powrotnej, odkryliśmy nowe, fajne miejsce – Krakowską Rozlewnię Piw na Starowiślnej 26.

10396302_1554513604761185_259307577369607305_n

Żywe, niepasteryzowane piwo i cydr lane z kranu do butelek na wynos, to coś, czego Kraków jeszcze nie widział. Wybór jest ogromny: od piw litewskich przez belgijskie po niemieckie. Każdego rodzaju można spróbować przed zakupem, ceny też są rozsądne – ok. 9 zł za litr. Miejsce jest jeszcze nowe, dlatego tłumów nie ma, więc można się długo decydować.

ADRES Kolanko No 6

Józefa 17, Kraków
Zobacz w Mapach Google

KONTAKT

+48 12 292 03 20
OTWARTE CODZIENNIE OD 8:00

Wirtuozka kuchni ekonomicznej, maestra dobrego jedzenia. Pasjonatka street food i tradycyjnej kuchni domowej. Nie podnieca się ani vega-modą, ani obsesją jedzenia fit i bezglutenowego. Je dla przyjemności. Wierzy, że jedzenie w samotności sprzyja tyciu, dlatego w podróże po knajpach zabiera swojego niemieckiego narzeczonego, wychowanego na curry wurście, jarmużu i szwajcarskim fondue. Lubi nowości, pod warunkiem, że ich wcześniej próbowała 🙂