Jako mała dziewczynka dużo podróżowałam, głównie do Włoch, które do tej pory pozostały w moim sercu. Z wielu miejsc jakie odwiedziłam, pamiętam pewną restaurację w San Marino, której wystrój był po prostu magiczny. Jako dziecko (a może wtedy nastolatka) zapamiętałam tylko tyle, że ściany zdobiły cegły, wszędzie było mnóstwo świec i grała muzyka na żywo.  Od tamtej pory minęło wiele lat, a ja nigdy już nie trafiłam do miejsca, które wzbudza tyle emocji, aż do pewnego deszczowego, marcowego wieczora.

Na Miodowej mieści się takie miejsce, gdzie wchodząc do środka przenosimy się do innego świata. Już od samego wejścia wita nas ciepły uśmiech obsługi, prowadzący wprost do przygotowanego stolika. W środku było gwarno, słychać było głośne rozmowy zagranicznych turystów. Blask świec oświetlał w dyskretny sposób wnętrze.

Karta menu jest przygotowana w sposób przejrzysty i czytelny, gdzie nawet ja, osoba, która nie je glutenu oraz mięsa znajdzie coś dla siebie. Moim towarzyszem podczas tego wieczoru był mój Mąż, który jako prawdziwy mężczyzna je wszystko i to w dużych ilościach. Jako dwa odmienne charaktery, zarówno w życiu jak i również w kuchni, w tym byliśmy zgodni – było pysznie i ciekawie. Dlaczego?


Realizacja wirtualnego spaceru www.fotografsv.pl

Pomijając intrygujące obrazy zawieszone nad nami na ścianie, mieliśmy możliwość spróbowania najlepszej cytrynówki jaką w życiu piłam. Okazało się, że jest ona robiona przez jednego z kelnerów, który oprócz niesamowitego daru do tworzenia trunków, posiada również dar opowiadania o tym z prawdziwą pasją. Poza daniem głównym, gdzie w moim przypadku była to sałatka fasolowa, mieliśmy również możliwość skosztowania hummusu ze świeżymi warzywami, który jak dla mnie był strzałem w dziesiątkę.

Jako miłośniczka jedzenia (głównie deserów), nie mogłam sobie odmówić lodów klonowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że stanowiły one moje danie główne. Ale tak to już w moim życiu bywa, że nie zawsze wszystko musi być tak jak powinno. Mój Mąż, poszedł w stronę kuchni polskiej, ale w nowocześniejszym wydaniu. Jego przystawkę stanowił barszcz czerwony kiszony na domowym zakwasie, natomiast daniem głównym była balotyna kaczka wraz z kasztanami, musem z pasternaku oraz karmelizowanym jabłkiem.

Wizualnie bajka, smakowo (wiem z obszernej relacji) również. Muzyka na żywo, która była grana w Trezo idealnie dopełniła tę kolację. W takiej atmosferze można naprawdę się zrelaksować, a czas płynie jakby wolniej. Jak wiadomo zwieńczeniem każdej wielkiej uczty jest deser. W moim przypadku kolejny. Parfait z płatkami róży i salsą z jeżyn było wręcz idealne, słodki, różany smak został przełamany nutą kwaśnych owoców. Kolejnym dodatkiem od obsługi była domowej roboty wiśniówka, tym razem robiona przez właścicielkę tego lokalu.

Jeśli zatem będziecie spacerować po krakowskim Kazimierzu i zapragniecie przenieść się do miejsca o niesamowitym klimacie i pysznym jedzeniu, to szczerze polecam Trezo. Jest to miejsce nie tylko idealne na romantyczną randkę, ale także na spotkanie w gronie przyjaciół czy rodziny. Na pewno każdy z Was znajdzie coś dla siebie.


ADRES:
ul. Miodowa 33, Kraków

KONTAKT:
tel. 12 374 50 00

Facebook

GODZINY OTWARCIA:
pon. – niedz. od 10:00 do 23:00

 


Zwiedzaj z nami kawiarnie i pij kawę taniej dzięki aplikacji KofiUp
iOS – http://bit.ly/KofiUpiOS Android – http://bit.ly/KofiUpAndroid


Pasjonatka gotowania i podróży. Zakochana w kawie i Włoszech. Nie usiedzi w jednym miejscu dłużej niż 5 minut. Najbardziej lubi robić milion rzeczy na raz i w każdej z nich być perfekcyjna.