O Starbucksie można powiedzieć wiele. Połowa moich znajomych przysłowiowo “wiesza na nim psy” (to nic, że połowa tej połowy regularnie tam chodzi i wrzuca na insta zdjęcia pięknych kawowych kreacji. To znaczy, głównie bitej śmietany i syropu), niektórzy wstrzymują się od głosu, a co odważniejsze koleżanki piszczą z zachwytu na widok osławionego zielono-białego logo. Dwie rzeczy są pewne. Po pierwsze, Starbucks to sieć kawiarni z misją, polisą i polityką, której konsekwentnie trzymają się bariści i kierownicy na całym świecie. Po drugie – jeśli szukasz sprawdzonego sposobu na poczucie się ważnym i kochanym, to zaraz po wykonaniu telefonu do swojej mamy pójdziesz do Starbucksa, żeby tylko usłyszeć to pokrzepiające “Jak masz na imię?”. Przy okazji możesz zostać przechrzczony z Jana na Jakuba. I tak dalej.

49347156_psqke8_U8nRucTQYrZkpWRhUhlAWzfcvuXP2xjFeJUc

Mało jest miejsc, które oferują tak szeroki wybór zabójczych dla naszego poziomu cukru we krwi kaw. Starbucks w Stanach jest wszędzie. Wydawałoby się, że to właśnie dlatego tyle jest tam otyłych… Ale zobaczycie tam głównie typowe “white girls” czekające w kolejce, szczebioczące do siebie nawzajem i recytujące “tall vanilla bean z podwójnym shotem espresso, syropem i mleczkiem sojowym”. Ma to swój urok, niewątpliwie. Do pierwszego Starbucksa poszłam na dworcu w Warszawie, później były Stany, później – Kraków. Powiem Wam z ręką na sercu, że polski Starbucks przerasta jakością obsługi amerykański. Niespodzianka, prawda? Wychodzi na to, że Polak potrafi – i to lepiej niż wszyscy inni. Tylko się z tym kryje.

58713681_UibxHpG3jxm6dScaffIPXQ9KIbDI3iV_u44zg8cmz78

Przejdźmy do rzeczy. Ceny w Starbucksie są porównywalne z tymi w Castor Coffee czy Charlotte. Zależy, co zamawiamy. Osobiście nie jestem wielką fanką starbucksowych wypieków. Zwykle są ciut lepiej konserwowane, żeby wyglądały apetycznie i świeżo. Choć muffin odgrzewany w mikrofali może i rozpływa się w ustach, to świadomość, że jest napakowany chemią, nieco ujmuje przyjemności jego spożywania.

35854174_gozGlrXwPBY-NOcwKerWqIV8gbqFUBXYG_tjlCJf-Pw

Do Starbucksa mogłabym chodzić chociażby dla obsługi i białej mocha samych w sobie. Uwielbiam pozytywne nastawienie baristów, niemalże wieczny uśmiech na twarzy, “personalne” podejście do klienta… Daje mi to namiastkę nastawienia, z jakim mamy do czynienia w większych miastach i Stanach. Nie chodzi tutaj o to, żeby pokazywać zalety zagranicy, ale o to, by położyć nacisk na to, że Polska się zmienia, a realizowana polityka Starbucksa w tym pomaga. I niejednokrotnie poprawia dzień, bo która dziewczyna nie uśmiechnie się na widok przystojniaka wykrzykującego jej imię. Nawet jeśli ma za to zapłacić kilkanaście złotych. Przecież w pakiecie dostaje też kawę… A na kubku zawsze można napisać swój numer.

45373337_hiQd1adseqCMoTYRMR1AzvTgPWUAtA-DH0VCQcYx_Yw63470889_lI_O3X8Qw4Otn9TT1VgpbKM8NtMWIEcr9jBNW-K_7Uw

Jeśli ktoś szuka wybitnej kawy i tylko tego, to odradzam tę popularną sieć. Ja do Starbucksa chodzę dla ich podejścia, tego, że zauważają moje urodziny (i nawet dają mi wtedy muffina za darmo!), zawsze się uśmiechają, a ich gorąca czekolada naprawi nawet największą katastrofę. Wszyscy fani słodkości powinni osobiście się tam udać. Bardziej wyrafinowanym podniebieniom radzę ominąć tę kawiarnię. To samo tyczy się przeciwnikom masówek i konsumpcjonizmu. Tak czy siak, nie da się zaprzeczyć, że Starbucks “upowszechnia się” z klasą i w przez lata kształtowanym stylu podbija nowe rynki. Polskiemu należy się chapeaux bas, bo przegonił nawet Zachód – zachowując “zielono-białą syrenkę”. A może to ta warszawska…?

KONTAKT:
www: Starbucks

P.S. A co się stanie jak w kawiarni będzie więcej osób o takim samym imieniu/ksywie jak Twoja?

zdjęcia użyte w wpisie pochodzą z Foursquare Starbucks w Galerii Krakowskiej
Recenzentka, początkująca dziennikarka. Pasjonatka perfekcjonizmu oraz minimalistycznych rozwiązań. Hołduje klasyce, choć zdarza się jej eksperymentować. Interesuje się amerykanistyką i prawem. Kawa jest nieodłącznym elementem jej życia – siłą napędową ambicji i azylem relaksu.